Szczawnica- Jaworki | W Pieniny z dziećmi


Brakowało nam choćby krótkiego wyjazdu i resetu, więc decyzja o wyjeździe w góry była bardzo spontaniczna. W ciągu tygodnia zarezerwowałam noclegi i wyjechaliśmy na weekend odpocząć 🙂 Wiem, wiem, odpocząć z dwójką dzieci to niemożliwe :p Ale dla nas to był naprawdę świetnie spędzony czas razem i mimo zakwasów i fizycznego zmęczenia naprawdę odpoczęliśmy.

Chciałam pojechać do miejsca, w którym byłam kilka razy jako dziecko i mam dobre wspomnienia, żeby pierwszy wyjazd dzieci w góry był w takie miejsce, które poniekąd już trochę znałam. Wydrukowałam sobie mapki miejscowości, które mieliśmy odwiedzić oraz ciekawe miejsca. Pokazałam Łukaszowi jaki mam plan na te 3 dni i już wtedy wiedziałam, że jest niemożliwy do zrealizowania :p Chciałam odwiedzić też sąsiednie miejscowości, jednak zgodnie stwierdziliśmy, że skupimy się tylko na Szczawnicy i Jaworkach. Zmieniłam więc nasz plan i z nowego udało się odhaczyć wszystkie punkty z listy 😀

Najbardziej baliśmy się samej podróży. Postanowiliśmy, że będziemy zatrzymywać się często ze względu na dzieci, więc sama trasa była dla nas dużo dłuższa niż przewidywaliśmy…

Pierwszy na liście był Wąwóz Homole w Jaworkach. Do Szczawnicy dojechaliśmy po południu, stwierdziłam, że szybko się ogarniamy w pokoju i ruszamy. Myślałam, że będzie akurat idealnie, bo jak wejdziemy na szczyt to zastaniemy tam piękny zachód słońca i chociaż rzeczywiście tak było, to jednak mieliśmy okazję przekonać się, że to nie był jednak dobry pomysł…

Do wąwozu weszliśmy koło godziny 17tej i od razu zwróciłam uwagę na to, że tam robi się już powoli ciemno…

Ale byliśmy już na miejscu, więc idziemy dalej!

Pamiętałam te malownicze widoki i nastawiłam się na to, że będziemy mieli okazję zatrzymać się na dłużej, porobić zdjęcia, posiedzieć i odpocząć.

Trasa ma 800 metrów długości i przez większą jej część biegnie wzdłuż potoku Kamionka.

Idąc w górę spotykaliśmy tylko ludzi idących na dół…

Kiedy jednak zaczęło się coraz bardziej ściemniać i trasa pogarszać, a mijający nas ludzie mówili, że wyżej jest jeszcze gorzej, przestaliśmy podziwiać widoki, tylko skupiliśmy się na tym, żeby jak najszybciej dotrzeć na szczyt. Od początku miałam w planach powrót inną trasą i tym bardziej upewniłam się, że o ile wejść wejdziemy, tak na pewno nie będziemy schodzić tą drogą.

Kamienie, po których musieliśmy iść były śliskie, tak samo jak schody… W pewnym momencie schowałam aparat, bo skupieni byliśmy tylko na tym, żeby jak najszybciej dość do końca trasy.

Dotarliśmy do polany zwanej Dubantowską Doliną. To właśnie tutaj znajdują się płaskie skały wyglądem przypominające otwartą książkę, stąd też nazwa- Kamienne Księgi. 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Zatrzymaliśmy się na zdjęcia i ruszyliśmy dalej.

Kiedy doszliśmy do końca- odetchnęliśmy z ulgą. Naszym oczom ukazały się oświetlone szczyty, na które padały ostatnie promienie zachodzące słońca. Widok był naprawdę piękny, lecz dookoła nas nie było nikogo. Zastanawialiśmy się co dalej, którędy zejść na dół i wtedy znikąd pojawił się baca, który pokazał nam, którędy zejść, żeby było najszybciej i najbliżej parkingu 😉

Ruszyliśmy więc na dół. Zaczęło się robić chłodno i wietrznie, na szczęście mieliśmy kocyk (o ja głupia myślałam, że zrobimy sobie piknik w wąwozie :p ) okryliśmy nim Jasia w nosidełku, dzięki czemu tak na niego nie wiało 🙂 Swoją drogą nosidełko Zaffiro uratowało nasz cały wyjazd, to naprawdę duże ułatwienie. W Wąwozie tylko taka opcja wchodzi w grę z malutkim dzieckiem, ewentualnie chusta, a wózek odpada.

Humory jak widać dopisywały 🙂

O 18.00 byliśmy na górze, a dwadzieścia minut później na parkingu. Wąwóz jest naprawdę piękny i koniecznie do obejrzenia. Nie popełniajcie jednak naszego błędu i nie wyruszajcie tam o 17tej w październiku :p Oszczędzicie sobie stresu i będziecie mieć więcej radości ze zwiedzania 😀

Kolejny dzień rozpoczęliśmy mszą świętą w kościele w Jaworkach, który też pamiętałam z młodzieńczych podróży. Zbudowany został w roku 1798, a do pierwszych lat powojennych pełnił funkcję cer­kwi greckokatolickiej. Najcenniejszy element wystroju kościoła to ikonostas z końca XVIII wieku.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Po mszy pojechaliśmy do rezerwatu „Biała Woda” również znajdującym się w Jaworkach. Tutaj spokojnie można zabrać ze sobą wózek.

Jest dużo ławek, przy których można zatrzymać się i odpocząć, a także coś zjeść.

Wzięliśmy ze sobą termosy Herobility, które są małe, więc nie zajmowały dużo miejsca w plecaku, a mogliśmy się napić czegoś ciepłego 🙂

Kalinka całą podróż mówiła tylko o tym, że chce zobaczyć owce, więc jak zobaczyliśmy tą małą zagródkę, zatrzymaliśmy się, żeby mogła sobie pooglądać 🙂

Zrobiliśmy sobie półtorej godzinny spacer w jedną stronę, po czym zawróciliśmy. Jasio najpierw jechał w wózku, a w drodze powrotnej posadziliśmy tam Kalinkę, bo już była zmęczona, a Jasia włożyliśmy do nosidła.

W Jaworkach zatrzymaliśmy się na obiad i z parkingu widzieliśmy po raz pierwszy podczas naszego wyjazdu stado owiec, które schodziło z gór. Wychodząc z restauracji już nie było ich widać, ale wiedzieliśmy, że są gdzieś blisko 😉 Łukasz wiedział, że chciałyśmy je z Kalinką zobaczyć, skręcił więc w boczną drogę, bo wydawało nam się, że tam właśnie mogą być… Owiec nie było, a my zastanawialiśmy się jak stamtąd zjechać :p Jakoś się udało i zrezygnowani ruszyliśmy do naszej willi. I wtedy zobaczyliśmy je 😀 Łukasz zatrzymał się a my poszłyśmy z Kalinką zrobić zdjęcia wśród owiec 🙂 Cały czas mówi, że to właśnie one w tym całym wyjeździe najbardziej jej się podobały 🙂

Zatrzymaliśmy się jeszcze przy wodospadzie w Szczawnicy 😉 Na zdjęciach, które widziałam wcześniej w internecie był piękny, w rzeczywistości zresztą też, ale nie zaryzykowaliśmy zejścia na dół z dziećmi, kamienie były strome i śliskie. Zrobiliśmy kilka zdjęć na górze 🙂

W pokoju szybko ogarnęliśmy dzieci i siebie i poszliśmy na spacer do centrum uzdrowiska Szczawnicy. Nie zabrałam już ze sobą aparatu, więc mam dla Was kilka zdjęć z telefonu.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Niestety wszystko było pozamykane, więc skończyło się tylko na spacerze 🙂

W ostatnim dniu przed wykwaterowaniem i podróżą powrotną postanowiłam zabrać mojego męża i dzieci na spacer promenadą przy potoku Grajcarek.

Łączy się on ze ścieżką pieszo-rowerową, która jest szlakiem prowadzącym na Słowację, wzdłuż Dunajca.

Jak widzicie sporo zdążyliśmy zobaczyć przez ten krótki weekend, tak mi się przynajmniej wydaje 😉 A w drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze do Gródka nad Dunajcem 😉

Mamy dla Was na koniec kilka kodów zniżkowych 😉

W Moony Lab macie -10% na wszystkie fotoprodukty do 30.11.2018 na hasło: sielskiwarsztat10

W Zaffiro -10% na wszystko na hasło: sielskiwarsztat

I w Herobility -20% przy wybraniu 3 produktów na hasło: sielskiwarsztat20

 

Comments

comments

SielskiWarsztat
About me

YOU MIGHT ALSO LIKE

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *